poezja na faktach, poezja techniki, poezja miłosna, poezja limeryki, proza, monologi i opowiadania - wrocławskiego autora Piotra Raszewskiego *rapityn*
czwartek, 24 listopada 2011

obraz krajobraz

 

Obraz krajobraz pochodzi ze sklepu obrazy.widi.pl

 

Ty mnie nie obrażaj!

Każdego ranka, gdy smacznie śpisz ja wychodzę! Jasne, że idę do pracy, a gdzie mam iść. Idę zaspanymi ulicami na których tylko psy bezdomne bezskutecznie szukają swojego cienia. Nawet nie wiesz ile ich jest. Dziesiątki! Każde skrzyżowanie, latarnię, narożny budynek muszą zaznaczyć. Podbiegają trwożliwie i z na pół zadartą łapą sikają. Boją się. A ty byś się nie bał? Sikanie i sranie, to są chwile, gdy każda istota jest maksymalnie bezbronna. No pewnie, że kibel wymyślono by ukryć swój wstyd, ale myślałeś kiedyś o tym dlaczego wymyślono wstyd? Wstyd wymyślono dla obrony zanim jeszcze nastąpi atak. Mówisz gówno prawda. No tak. Gówno. Zatem powiedz mi dlaczego psy na wsiach mają więcej odwagi i mniej wstydu? Na wsi pies sika z dumą. Zaznacza swój teren i warcząc obwieszcza światu, że ON jest, tu panem. Na wsi jest inaczej. Pies podchodzi do słupa. Patrz na niego chwilę. Wącha i z namaszczeniem unosi tylną łapę. Na wsi może sobie pozwolić na wyluzowanie. W mieście taki pies spotkałby się natychmiast z świszczącym butem rzeczywistości. Czy ten ze wsi powinien się wstydzić? Czy powinien zastanawiać nad słabością swego losu? Biedą kulturalną? Niebytem kin, teatrów, oper i plenerowych koncertów? Bzdura. On ma, całą tą kulturę w czterech literach. Latem, co wieczór zasiada przed największym teatrem wszechświata – nocnym niebem. Zimą ogląda iskry wyskakujące z ogniska. Jesienią duma nad przemijaniem liści, a wiosną nad ich narodzinami.

 

 

czwartek, 20 października 2011



Za – pał – kę

po – stra – da – łem



i nie ważne ile ich mam

i nie ważne ile ich miałem



po – stra – da – łem



tę co najmocniej świeciła w nocy

jednorazowo - chimeryczną

gibką jak kot po jedzeniu



po karczmach grającą w gumę

każdemu

 

 

sobota, 24 września 2011

obraz z makami


 

 

 

Trzymam oliwki

w wyciągniętej dłoni

zielone od słońca

na kształt lakowanych słoni

 

 

wyjęte z kieszeni

opuchniętej kłami

trąbią o znachorach

w przychodniach poznanych

 

i ciepło

zdjęło kapcie

obnażyło

trąbę

 

mów mi o lekarstwach

mój mały znachorze


Tagi: maki obraz
01:21, rapityn , poezja
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 września 2011

Liczyłam, że każdy dziań będzie taki sam jak poprzedni. Matka mówiła "Kochanie po ślubie, to już każdy dzień będzie jak poprzedni. Nie masz co liczyć na szaleństwa i samotne wyprawy w góry".

Prawie uwierzyłam. Minęło siedem lat i wierzyć przestałam.

"Musimy od siebie odpocząć" powiedział mój mąż wchodząc do mieszkania. Teraz wiem, że nie słowa, ale jego zachowanie było najważniejsze. Nie patrzył mi w oczy. Patrzył pod skosem na szafę w przedpokoju, wieszak i drzwi do łazienki. Patrzył na wszystko tylko nie w moje oczy. Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. Mówią i wiedzą co mówią. Gdyby wtedy popatrzył mi w oczy wiedziałabym, że w jego duszy już mnie nie ma.

Lubię stabilizację. Lubię, gdy rano czajnik gwiżdże w tonacji na dwie osoby. Lubię jajka na miękko, a kiedyś lubiłam Krzysztofa.

wtorek, 02 sierpnia 2011

 

 

 

... gdzie diabeł mówi dobranoc ...

 

Dzisiaj Cię zobaczyłem

 

Znów się zapuściłaś

Włosy krzaczaste i nie domyte

Kawałki czekolady rozpuszczane w trzy i pół procentowym mleku

 

Walkę o wagę piórkową ułożyłaś cichcem

W szafie z nie-do-ubra-nia sukienkami

 

Zapuściłaś się

Szkoda

 

Fakt, że Audrey Hepburn nigdy nie byłaś

Ale mogłaś mieć cel

A masz trzy i pół kilo do zdziecinnienia

 

 

 

 

niedziela, 22 maja 2011

obrazy kwiaty

 


 

Zły jak jasna cholera po raz drugi podszedł do kasy. Nie miał ochoty wykłócać się o bilet, ale Ona – jego dziewczyna - miała na to bardzo wielką ochotę. Właściwie, gdyby miała kłócić się sama odpuściłaby sobie, ale miała jego więc walka wydawała się jej błahostką..

 

  • Czy, ty nic nie potrafisz załatwić?

  • Przecież powiedziałem Ci, że mają takie procedury i nic nie mogą na to poradzić.

  • Więc skoro procedury, to już dałeś sobie spokój. Oni zawsze tak mówią, a później przepraszają. Idź i powiedz jej, że masz gdzieś jej procedury i żądasz biletu.

  • Przecież wiesz, że i tak nic z tego nie będzie. Proszę, odpuśćmy sobie.

  • Ciapa!

  • Przestań proszę.

  • Zachowujesz się jak mała dziewczynka „Proszę”. Idź i załatw, a nie biadol.

 

Podszedł do kasy po raz trzeci. Tym razem napotkał zdecydowany opór połączony z fachowym, jednoznacznym, a jednak prostym w wymowie słowem:

 

  • Nie!

  • I nic nie da się zrobić?

  • Nie!

  • A może na jutro?

  • Nie!

  • Ja rozumiem, że nie ma miejsc, ale może jakaś dostawka?

  • Nie!

 

Do kasy podchodzili i odchodzili klienci, a on stał udając, że rozmawia z kasjerką. Zastanawiał się co robić, gdy słyszał dialog jakiejś pary.

 

  • Jolu! Biletów nie ma.

  • Nic nie szkodzi. Chodźmy na spacer.

 

Odwrócił się od kasy i podszedł do swojej dziewczyny.

 

  • Masz bilety – zapytała.

  • Nie mam. Idziesz?

  • A bilety?

 

Uznał, że skoro bilety są dla niej ważniejsze od niego na spacer poszedł sam.

czwartek, 05 maja 2011

obraz ze zdjęcia

 

 

 

Drogi Wuju, najszybsze na świecie jest światło. Nic szybszego nie istnieje. Równie szybki jest wprawdzie prąd elektryczny, ale on wymaga kabla i właśnie o ten kabelek chodzi.

 

Siostra Twoja, a moja matka zwróciła na ten drobiazg uwagę w zeszłym tygodniu. Przyszedł do nas przedstawiciel telefonów komórkowych i zaproponował, że podłączy nam telefon.

 

  • Gdzie Pan podłączy telefon – zapytała rozdrażniona.

  • Tutaj. Do domu, albo ogrodu. Teraz, nie ma znaczenia „gdzie”. Technika proszę Pani.

 

Matka spojrzała na niego wymownie.

 

  • Panie! Jaki telefon? To my już 30 lat czekamy na podłączenie telefonu. U nasz w we wsi, to tylko Sołtys ma telefon. Zresztą na co komu telefon jak my wszyscy za płotem mieszkamy?

  • Ale telefon jest potrzebny! A jak Pani zachoruje?

  • Jak choruję, to Babkę Anielę wzywam.

  • No, ale nie musiałaby Pani po nią chodzić. Zadzwoniłaby Pani.

  • To ja nie chodzę. Kacpra wysyłam.

  • A jak Kacper nie będzie mógł iść – zapytał bystro Pan od telefonów.

  • Kacper... - zamyśliła się matka – Kacper – krzyknęła matka, a jak wszedłem do chałupy, to zapytała – boli Cię co synku?

  • Nie!

  • A powiedz Panu kiedy Ty chorowałeś.

  • Ja mamo chorowałem tylko raz jak nogę zwichnąłem na tym Panu co nam pralkę automatyczną chciał sprzedać.

 

Matka wymownie spojrzała na Pana od telefonów.

 

  • Widzi Pan. Kacper nie choruje! Może tylko czasami nogę zwichnie na jakim miastowym co kit nam zamierza wciskać. Jak drutu nie ma, to i telefonu nie będzie. Wszyscy TO wiedzą, a jak mnie kto w wariata robi, to Kacper leczy go z głupoty szybko.

  • Ano widzę – odpowiedział i wybiegł z chałupy.

 

Jak się Wuj domyśla tylko my nie mamy telefonu. Wszyscy we wsi mają, a u nas nie ma. Teraz oni dzwonią i gadają z prędkością światła, a nam pozostaje wołanie zza płotu. Mnie, to nie przeszkadza, ale jak Wuj wie prędkość dźwięku jest dużo mniejsza od prędkości światła i w naszej chałupie zaczyna trącić akustycznym zacofaniem.

Twój Kacper

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61
Tutaj kupisz ciekawe fototapety do kuchni od Agaton Studio które można umieścić między wiszącymi szafkami i blatem roboczym. Fototapety dopasowywane do indywidualnych wymiarów.