poezja na faktach, poezja techniki, poezja miłosna, poezja limeryki, proza, monologi i opowiadania - wrocławskiego autora Piotra Raszewskiego *rapityn*
czwartek, 19 sierpnia 2010

 

 

 

drzwi metalowe

 

zdjęcie ze zbiorów własnych

 

 

 

z Łosiem mam same problemy...


RAZ, że siorbie podczas przełykania śliny

DWA - dziecinnieje podczas obiadu, plując na widok czerwonej kapusty

TRZY - uważa, że ktoś może wykopać kopiarkę

CZTERY - napisał na płocie, że dziury są pase

PIĘĆ - oligoceńska smakuje pono najlepiej z malinowym sokiem

ergo...

co złego, to nie on

08:38, rapityn
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 sierpnia 2010

 

nad morzem

 

 

zdjęcie ze zbiorów własnych

 

A gdy zabraknie ci anielskiej cierpliwości

oraz diabelskiego pragnienia grzechu

tupnij nóżką i powiedz kur..wa

 

Uśmiechnij się

stanąłeś u drzwi prowadzących do celu


Tagi: plaża poezja
23:52, rapityn
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 sierpnia 2010

fototapeta przestrzenna

 

 

na parapecie sądzonym o celu

 

taczkami wożone pod blokiem

 

po cichu transmitowane

 

prostolinijnym wielobokiem

 

 

 

na łąkach wydrwionych stalą

 

łamanych sierocym okiem

 

pod skałą wyprodukowaną

 

nadnaturalnym spokojem

 

 

 

- więc mówisz, że jestem chory

 

że zmieniam co chwilę zdanie

 

że nie znam składu stali

 

że kompie się w żeliwnej wannie

 

 

 

 

 

 

czwartek, 03 grudnia 2009

Obraz Krzysztofa Iwin

Obraz Krzysztof Iwin

obraz Krzysztofa Iwin
(odwiedź galerię autora)

 

 

Przepełniony do nad granice wytrzymałości. Nad sto trzydzieści miejsc stojących licencjonowanych autobusowymi możliwościami. Teoretycznie! Oni stali w dwieście, a zatem czterysta nóg, czterysta rąk, cztery tysiące palców. Stali w dwustu na sto trzydzieści przeznaczonych. Bomba agresji tykała.

- pan się nie pchaj!
- a pan się rozejrzyj! Czy, to ja się p-cham?
- nie po to bilet kupiłem!
- mnie pan to mówisz?

Za oknami dworzec kolejowy. Ileż, to jeszcze przystanków do Grunwaldzkiego. On dopiero wyczyści bebechy autobusowe.

Krzyczeli więc bez rozsądku. Głupio! Można przecież inaczej. Żałością można zdziałać więcej. Ile? Dwa na trzy metry wolnej podłogi, licząc od poręczy nachwytnej. Ona weszła i podchwytem ujęła . Autobus nie trąbił z zachwytu. Pasażerowie wiedzieli zanim się pojawiły jej oczy. To było widać natychmiast. Już w drzwiach. Już przez okna. Żałość. Smutek i strach. Wszystko nienazwane - zapadnięte w kleks atramentowy. Może do lekarza? A co jeśli po matce? Nie! Najpewniej przez miłość okrutną?

Nikt nie zapyta oczu sarnich wychylonych zza krawędzi szalika. Tylko Ona wiedziała, jaki żal układa do snu. Tylko Ona wiedziała, co pod powiekami ciśnie się wieczorem.

Weszła krokiem mojżeszowym w morze czerwone trzewi potwora. Weszła i rozstąpiło się na boki pod jej stopami. „Nie nasza sprawa” – burczały trzewia – „Co za bezczelność”. Odsuwały się niedostrzegalnie cztery steki nóg obutych. „Lepiej się nie zbliżać. Jeszcze kto pomyśli, że to ja jestem przyczyną bólu”.

Gdyby mówili jak krzyczeli poprzednio, usłyszeć można by było.
- pan widzi! Ona nie jest szczęśliwa. Ona nas może palcem skazać. Okiem oskarżyć.
- wzrokiem?
- tak! Okiem! Wystarczy, że popatrzy, a inni pomyśleć mogą, że to my jesteśmy przyczyną choroby, mordercą matki, sprawcą nieszczęśliwej miłości. Lepiej nie patrzeć wprost. Lepiej zerkać i czekać na palec skazujący.
- to może lepiej się odsunąć. Zbić w gromadę przetrąconą.
- odsunąć najlepiej.

I odsunęli się. Kto wie co stać się może. A medycyna? Ta jest bezsilna. Nikt nie wynalazł szczepionki na nieszczęśliwe ciała obce!



14:40, rapityn
Link Komentarze (8) »
niedziela, 16 sierpnia 2009

 

obraz namalowany przez Jacka Jerkę (Yerka)

obraz Jacka Yerka

 

 

- Wuj śpi – zapytałem cicho.

Z pogrążonej w ciemności izby dobiegło chrapanie.

- A zatem śpi – powiedziałem szeptem i równie cicho jak wyrzekłem te słowa wyszedłem z izby.

 

„No i dobrze, że śpi. Nich się Wuj wyśpi, a rano porozmawiamy”.

 

Przyznaje, że rozmowa „lico w lico” z Wujem odrobinę mnie przerażała. Wyjąłem, więc kartkę papieru i kontynuując ostatnie dwanaście lat korespondencji, list pisać zacząłem.

 

 

 

Drogi Wuju

 

Wiem, że Wuj, tuż za ścianą smacznie pochrapuje, ale że nie nawykłem do rozmowy z Wujem list ów piszę na ganku, a ciemności rozświetlam jeno marnej jakości latarką. Latarkę ową jutro Wuj zobaczy i sam stwierdzi, że krów doić przy niej nijak nie można. Fakt bezsporny! Matka jednak uważa inaczej.

 

Matka!

 

Matko Boska! Alem się dzisiaj przeraził! Matka, gdy usłyszała, że Wuj do chałupy wraca na klęczki padła i modlitwy do nieba wznosić zaczęła.

 

Wieś już od dawna jest przekonana, że głos matki posiada ukryte walory biblijnych trąb jerychońskich. Przeraźliwy jest i nie do zniesienia, co obawę we mnie wzbudziło, że wysłuchanym przez niebo będzie. Przecież nikt owego głosu dłużej niż pięć minut nie wytrzyma. Toż, to nawet nasz pasterz niebieski, ksiądz Alojzy, gdy matkę na mszy usłyszy, daje sygnały organiście, aby grać głośniej zaczął. Wuj tego nie wie, ale organista ślepawy na jedno oko, które mu wykłuli przy śliwowicy i w takich chwilach ksiądz macha wszystkimi kolorami swojego tęczowego nakrycia.

 

Szczęśliwie niebo więcej wytrzymałe od ludzi i Wuj jednak do chałupy przyjechał.

 

Wiem, że Wuj lubi opowieści z dreszczykiem, a że organiście taka właśnie się przydarzyła, napiszę jak było.

 

Poszło tedy o wdowę po księdzu. Cóż ja piszę? Przecież ksiądz nie może mieć żony, a zatem i wdowy. Zasada naczyń połączonych. Ksiądz miał …, nie wiem jak to Wujowi wyłożyć… Olgę, która mu gotowała, prała, sprzątała i dziećmi się opiekowała. Później Olga zmarła, a stypa odbyła się w remizie. Ta remiza widać zły wpływ miała na naszych chłopów, gdyż ogniście stanęli murem przy zdaniu, że nie w nazewnictwie, ale w naturze siła i Olga jak nic powinna na grobie mieć nazwisko męża.

 

Tutaj obruszył się organista Jędrzej i wbrew rozsądkowi, pijanych chłopów namawiać ich zaczął, aby języki powstrzymali.

 

Wuj myśli, że powstrzymali?

Nie! Nie powstrzymali.

 

Przycichli jeno na chwilę, ale podobnie do garnka pełnego łupin, gdy go postawić na ogniu, wystrzelili nagle ze zdwojoną siłą.

„Ty bucu”, „Bydlaku”, „Popaprańcu”, „Pępkowy agitatorze”, „Czyraku niewyciśnięty”. Takie oto głosy się odezwały. Głosy jednak szybko umilkły, a na środek sali wyszedł Jan, od Konopów, który księdza za zniewagi wyborcze wyjątkowo nie lubił. Krzyknął ów Jan

 

„Dość! Nie będzie nam pokraka niemoralna w głowach mącić. Dalejże chłopy. Do dzieła! Skoro organista taki ślepy, niech i ślepota jego ma uzasadnienie w naturze”.

Gdy już kurz opadł, a chłopy na powrót przy ławach zasiedli, organista z marzeniem o protezie oka samotnie się ostał pod stołem. Szczęściem napity był i bólu nie czuł. A ból podobnież przy tym okropny.

 

Nadal jednak łuskał chłopom:

„Co wy chłopy! Powariowali! Co w czterech ścianach, to nie na oku. A który to z was w chałupie sekretu, jakiego nie ma?”

 

Chłopy zastygli. Wiadomo, że organista z księdzem najbliżej byli i zwierzali się sobie przy niedzielnej śliwowicy. Tajemnica spowiedzi, rzecz święta, ale Jędrzej zły i napity…

 

„Ty na ten przykład Konopa już od dziesięciu lat do Jasła jeździsz, aby …”

„A ty stul pysk” warknął zdenerwowany Jan Konopa „Stul pysk, bo jak trzasnę cię raz jeszcze…”

 

Organista zamilkł, a chłopy na wszelki wypadek do chałup się rozeszli.

 

Następnego dnia w sprawie oka organisty, policjanty z Jasła do wsi przyjechały. Nieszczęście sprawiło, że byliśmy z matką ostatnimi, do których przyszli. Matka, aby władzę w dobry nastrój wprawić mlekiem częstowała. Policjanty wypiły i podziękowały. Każda chałupa w dobry nastrój ich wprawiała. Ten miodem, inny chlebem ze smalcem, jeszcze inny kwaszeniakami. Matka jednak tego nie wiedziała. Mleko jak Wuj wie nawet małym dzieciom się podaje, a zatem złośliwości matki nie podejrzewam. Ot stała się tragedia i urzędowe tyłki na trzy kwadranse w naszym wychodku utknęły.

 

Czas mi się dłużył niepoliczalnie. Patrzę dookoła i widzę, że policjanty swoje notatki w sprawie Jędrzeja przed moim nosem zostawili. Jak nic z rozpędu i naturalnej potrzeby parcia na wychodek o nich zapomnieli. Czytam, więc zerkając jednym okiem na wygódkę.


 

 

asp. Tomasz Kociołek                                                      Jasło 16.08.2009

sierż. Marcin Walusiak

KPP w Jaśle

 

Notatka Urzędowa

 

W dniu 16 sierpnia 2009 rokum, po zgłoszeniu telefonicznym Jędrzeja Opata, który pełni funkcję organisty w kościele św Jana udaliśmy się do wsi … Na miejscu zastaliśmy zgłaszającego, który wyjaśnił, że w dniu wczorajszym tj 15 sierpnia w remizie strażackiej podczas odbywającej się stypy po Oldze Podczaszej utracił w wyniku ataku miejscowej ludności lewe oko. Oko przedstawił jako dowód rzeczowy (oko w foliowym woreczku z napisem „ogórki kiszone” załącznik nr 1).

 

Zgłaszającego z uwagi na mocny odór alkoholu wydobywający się z ust przebadano Alkometrem Max ustalając 3,21 promila w wydychanym powietrzu (protokół użycia alkometru – załącznik nr 2).

 

Natychmiast przystąpiono do działań mających doprowadzić do zatrzymania sprawców. Przesłuchano świadków oraz osoby związane z Jędrzejem.

 

Wszelki zebrane dowody (protokoły przesłuchań świadków – załączniki od 3 do 61) wskazuj jednoznacznie, że w sprawie zgłoszenia należy wykluczyć działanie osób trzecich, a zdarzenie zakwalifikować jako splot nieszczęśliwych okoliczności, które w naturalny sposób doprowadziły do defektu twarzy Jędrzeja Opata.

 

Organista oko utracił w sposób naturalny tj bezwzględnych sił natury.

 

Fragmenty przesłuchań:

 

Stanisław Jary:

 

„Jędrzej Podczas stypy niezwykle się napinał się w sobie. Mówilim mu aby se zwolnił, ale on  nie reagował i coraz czerwieńszy był na pysku. Takiej wielkiej - napompowanej głowy jużem dawno nie widział. Wreszcie po którymś z kolei kielichów pac oko z ciśnienia na stół mu wypadło.”

 

Ksiądz Alojzy

 

„Jędrzeja znam od lat dwudziestu. Prawy parafianin tylko z wódką i ciśnieniem nie mógł sobie poradzić. PYTANIE – czy ksiądz był w remizie w chwili, gdy Jędrzej Opas utracił oko? Podczas zdarzenia nie byłem w remizie. Księdzu nie wypada. Jędrzeja spotkałem, gdy leżał krzyżem przed ołtarzem. Podszedłem do niego i widzę, że strasznie czerwony na twarzy. Zapytałem, go, co się stało i wszystko mi dokładnie opowiedział. My jesteśmy przyjaciółmi. Bełkotał, ślinił się, mlaskał, ale zrozumiałem wszystko i muszę z przykrością stwierdzić, że do jego nieszczęścia przyczyniła się wódka i nazbyt wysokie ciśnienie wytworzone bezmyślnym mieleniem języka.”

 

Mając powyższe na uwadze postanowiono odstąpić od dalszych czynności w sprawie dotyczącej zniekształcenia twarzy Jędrzeja Opasa.

 

Sporządził

asp. Tomasz Kociołek

 

 

Wuj wie, że nigdy nie byłem atrakcyjnym kąskiem dla rewolucjonistów. Różni przychodzili. Telefony komórkowe chcieli zakładać, Internet w chałupach montować, kanalizację podłączać. Mnie zawsze do wsi było bliżej niźli do obcych. Skoro wieś powiedziała „Tak”, to i ja się zgadzałem, a gdy krzyknięto „Veto”, tedy i ja byłem przeciw. Tak i tym razem się stało. Skoro wieś uznała, że Jędrzej z napięcia krwi w głowie wywołanego mieleniem języka oko utracił, ja sprzeciwiać się nie zamierzałem.

 

Policjanty były zadowolone.

 


 

 

wtorek, 04 sierpnia 2009

 

 

 

 

Im krótszy kawałek kija, tym trudniej, go złamać. Grubość niby ta sama. Niby nic się nie zmienia, a jednak …

 

Przez jakieś siedemnaście lat błądziłem po lesie. Brzmi bajkowo, ale w bajkach nie ma miejsca dla potworów. Potwory chadzają po ziemi. Snują się między nami. Boją się wychylić głowę, więc wysuwają kłamliwy język i macają nim dookoła. Jeżeli ich nie poznasz, lub powierzysz im ważne zadanie możesz być pewny, że nie zrobią niczego. Będą się puszyć możliwościami, odgadywać Twoje myśli i co najważniejsze odsłaniać słabości swoich podwładnych.

 

Uważaj!

 

Kłamstwa, zniewagi, małe podłości, oszustwa i judzenie, to jedyne co potrafią. Radowałbym się, gdyby ich droga prowadziła do jakiegoś celu. Wszystko jednak wskazuje, że to farsa. Ich jestestwo opiera się na głośno szczekanych ideach i szukaniu empatycznych wrogów.

 

Empatycznych?

 

Empatyczny wróg nie uderzy. Zacznie się zastanawiać „dlaczego?”. Przystanie zanim wyprowadzi kontrę. Empatia jest szlachetna, ale w świecie potworów staje się samobójcza.Świat, gdzie człowiek na stanowisku martwi się tylko o to, aby z niego nie spaść. W społeczności, gdzie empatia jest doskonała, gdyż potrafi rozwikłać pragnienia klienta – petenta, jest jednocześnie zgubna dla jej właściciela. Ten las nazywa się korporacją.

 

Korporacja!

 

Wielokrotnie zastanawiałem się, co w teraźniejszości zostało z przeszłości. Niewątpliwie lata temu:

 

na ławce w parku,

przy suto zastawionym stole

przy lampce cienkiego wina

lub kiepskiej jakości, kromce chleba

 

siedział człowiek. Marzył, planował – miał wizję. Widział to, czego jeszcze nie było. Chciał zmienić świat, zrozumieć ludzi, podwoić zyski, przekroczyć Rubikon niezrozumienia, wykopać dla ludzkości święty Grall wiecznego życia. Chciał i marzenia zamieniły się w wizję, a ta w rzeczywistość.

 

Nie szydźcie z wizjonerów!

 

Człowiek, który szuka pieniędzy na pewno je znajdzie i co najwyżej zostawi po sobie fundament dla potomków, ale tylko wizja może stać się wieczna. Wizja prowadzi do nieśmiertelności. Przykładowo taki „Pączek” – jeden z moich szefów, wizję traktował na zasadzie „byle przetrwać”, a zatem ucieczki od odpowiedzialności. Pamiętam jak przyszedłem do niego i w jasny sposób powiedziałem, że pomimo pracy na 200% większej ilości klientów nie będę w stanie obsłużyć. „Możemy być najlepsi, ale potrzebuję pomocy”. „Oczywiście”, rzekł ów człowiek i nie zrobił niczego. Owo „oczywiście” po dwóch latach doprowadziło, go poza korporację. Ja odszedłem wcześniej. Wolę budować od nowa niż uczestniczyć w farsie gdzie, mimo że fasada wygląda wspaniale - środek gnije.

 

Udało się!

 

Człowiek z wizją zbudował nową ideę. Udało się. Zmęczony usiadł i stwierdził, że odpocznie. Niestety nie wiedział, że nie jest w stanie panować nad swoim dziełem. Potęga, o której marzył stał się jego przekleństwem. Nie mógł wiedzieć, że małe szczury, które się do niego uśmiechają, robią to tylko dla lepszego stanowiska. Tak upadło wiele firm. Nie będę wymieniał – wystarczy poczytać gazety.

 

"Pączek" odszedł.

 

Wiadomość nie wstrząsnęła moim życiem. Od roku pracowałem, gdzie indziej. Dowiedziałem się jednak, że zaraz po nim w korporacji nastała jeszcze gorsza żmija, a jej jad szuka ujścia. Szukała i znalazła. Najpierw Piotrek, a gdy ten okazał się poza zasięgiem, babeczka w ciąży i chłopak uważany za świetnego specjalistę. Uważany rzecz jasna przez wszystkich, poza Żmijką. Statystycznie można udowodnić wszystko.

 

Statystycznie!

 

Statystycznie można udowodnić, że masz trzy nogi, a osioł półtorej. Statystycznie jesteśmy lepsi niż wczoraj, a jutro będziemy prze wspaniali. Tak jest tylko w korporacji i jeździe figurowej na lodzie. Nie ma namacalnych mierników, lub można je fałszować. W realnym świecie, takie kolosy na glinianych nogach upadają.

 

Upadają z wielkim hukiem!

 

Nie jestem moralistą. Ot po prostu patrzę na świat i się dziwię. Dziwi mnie na przykład, że jest lepiej, choć jest gorzej. Dziwi mnie, że szerzej otwieramy oczy, aby coś zobaczyć, choć już małe dziecko wie, że aby się czemuś przyjrzeć powinniśmy zerkać spod przymrożonych powiek.

 

 

poniedziałek, 03 sierpnia 2009


- Z przypiętymi do ramion skrzydłami, będziesz wyglądał doskonale. Latać się wprawdzie nie nauczysz, ale wrażenie mój drogi… wrażenie zrobisz wspaniałe. Koledzy z zazdrości się spocą, kobiety uniosą sukienki. Psy szczekać zaś będą ludowo - interpretowane piosenki.

„I się stało” jak powiedział pewien uśmiechnięty Pan w telewizji, gdy otwierając festiwal wpuścił na scenę najstarszych piosenkarzy. Zaśpiewali i radość wylała się z serc ludzi. Radość zbudowana na pewności, że „starość nie istnieje”.

 

Na wklejonych do szyi ramionach

Lekkim klejem produkcji wiadomej

Usiłuję unosić beztrosko

Siwą - wygoloną głowę

 

Markuję niedbałe ruchy

W lewo, na prawo, do przodu

„Jakże lekko” – szepcą z zachwytem

„surfuje po czasie za młodu”

 

A stawy trzeszczą bezwzględnie

Na czas już tylko herbata

Co dwie godziny kanapkę

Marchewki wyparły cygara

 

Wszyscy są dzisiaj „nie starzy”

Starość przegrała w wyborach

„Uśmiechaj się” słodko mówią

„Wariata udawaj lub odpal”

 

I racja.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61
Tutaj kupisz ciekawe fototapety do kuchni od Agaton Studio które można umieścić między wiszącymi szafkami i blatem roboczym. Fototapety dopasowywane do indywidualnych wymiarów.