poezja na faktach, poezja techniki, poezja miłosna, poezja limeryki, proza, monologi i opowiadania - wrocławskiego autora Piotra Raszewskiego *rapityn*
środa, 28 lutego 2007
zawiera limeryki, które przesłałem na konkurs... nie będę mówił jaki, gdyż nie będę ich promował. Tradycyjny limeryk ma mieć aa bb a - moje są inne i dlatego zostały odrzucone ZAPRASZAM DO CZYTANIA
poniedziałek, 26 lutego 2007

 

posatarzały się ogrody

w których razem zrywaliśmy jabłka

postarzała się miłość

nie mówi, że nadal jest łatwa

 

jabłonie z liści czas obdarł

i nie ma co płakać nad tym

jabłaka w koszyku na zimę

schowajmy aby nie zmarzły

 

 

litościwie nam królujący duszku z gór, nie chciej naszego światła

przyzwyczajenie

i odzwyczajenie

to rzecz bezspornie nie łatwa

 

pociągasz sznurkami za skrzydła co każdy je zbiera z chodznika

nie szukaj

irracjonalnie

bierz od tych, co im na nich zbywa

 

i wiedz duszku, że słowa dosadnie ująć potrafią

spełnienie

rozpacz lub zachwyt

choć ludzie ich nie poznają

 

znalazłem zapach twych włosów

wisiał na pustym wieszaku

nie przypuszczałem że szafę

muszę otwierać po mału

 

uśmiechnął się do mnie czule

przepraszam - zwięźle powiedział

więc odwiesiłem twój zapach

by nadal na ciebie czekał

 

ubrania zmieniły adres

spłaciłem ostatnie raty

wieszak mi pusty pozostał

i twój zapach

wiszący na nim

Acha więc to do mnie mówi ten anioł pochylający się nad moją głową. Czego on może chcieć. Otworzyłem szerzej oczy.
- co pan wczoraj pił?
- Piwo... i... chyba... no wódkę.
- Proszę nam pomóc jak się Pan nazywa?
- Piotrek
- a na nazwisko?
Nie chciałem im mówić prawdy. Po co im prawda. Skoro nie są aniołami znaczy nie umieram. Skoro nie umieram będę musiał zapłacić za szpital.
- nie pamiętam.
- Niech Pan wypoczywa i nie wstaje z łóżka, dobrze?
Anioły poszły sobie zostawiając mnie pod opieką kroplówek. To musiała być morfina bo byłem luźny i wolny jak powietrze wokół mojej barki. Barka. Co tam z moją barką. Ciekawe jak się tu dostałem...
Zasnąłem. Absolutnie nic mi się nie śniło a gdy się obudziłem przy łóżku stał znany mi z pierwszego widzenia anioł.
- jak się pan czuje panie Piotrze?
- Dobrze. Musi się pan oszczędzać. Może powiadomić kogoś od pana?
Jasne. Powiadomić. Powiadomić o płatności za pobyt w szpitalu.
- wie pan jakoś nikt mi nie przychodzi do głowy.
- Nie pamięta pan.
- Pamiętam ale nikogo nie mam. Sam jestem i ... - oczy zaszły mi łzami. - nie mam nikogo i nikogo nie obchodzi czy jestem na tym czy na tamtym świecie.
Kiedyś mnie te kłamstwa doprowadzą do zaniku rzeczywistości - dodałem w myślach.
- Panie doktorze czy mógłby Pan powiedzieć jak się tu znalazłem?
- Ktoś zadzwonił na Pogotowie i zespół przywiózł pana z Grunwaldzkiej.
No proszę daleko się doczołgałem. Spokojnie ważne teraz poleżeć i odpocząć. Nie ma nic bardziej pouczającego od poleżenia w szpitalu. Lekarz chwilę jeszcze postał i odszedł. Po jego wizycie anioły zjawiały się w odstępach 12 godzinnych. Po czwartej wizycie nabrałem pewności, że w miejscu gdzie przychodzą do pracy wisi kartka z napisem:
“Uwaga pilne! Pacjent na czwórce nie podał swojego nazwiska. Osoba która dowie się personaliów pacjenta otrzyma 10 procent kosztów leczenia”.
No to mamy z głowy spokój. Przestało mi się tu podobać. Wycenili mnie tylko na 10 procent kosztów leczenia. W trzecim dniu częstotliwość zabaw z aniołami w zabawę jak się nazywasz wzrosła. Jeden z nich a była to akurat kobieta przyszedł po raz trzeci w ciągu jednej godziny.
- Panie Piotrze musi pan powiedzieć swoje nazwisko.
- Ale ja na prawdę nie pamiętam.
- Pan tak sobie żartuje a ja będę miała przez Pana kłopoty.
Patrzyła na mnie oczkami jak sarna w potrzasku.
- Przepraszam za kłopoty i gdy tylko sobie przypomnę powiem właśnie pani.
- Dziękuję. Pomóc w czymś panu.?
- Nie dziękuję.
Pozostała mi tylko jedna możliwość uciec. Uciekłem jeszcze tej samej nocy. Wstałem o czwartej i wyszedłem na korytarz. Puste białe miejsce. Pusty plac zabaw zbudowany właśnie dla mnie. Starałem się iść cicho i jak to zwykle bywa gdy się za bardzo uważa wpadłem na stadko kaczek poustawianych na stoliku. Nooo teraz już nie musiałem uważać. Wiałem ile sił w nogach. Słyszałem za sobą i po chwili przed sobą wołanie i tupot drewniaków. Dlaczego oni wszyscy noszą drewniaki. Dla zdrowotności? A może dają im drewniaki aby łatwiej zabijać karaluchy. Schroniłem się w jakiejś odnodze. Otworzyłem jedne dzwi, później drugie i byłem w brudowniku. Miejsce - palarnia. Siedziała tam jakaś anielica. Popatrzyła na mnie
- przepraszam gdzie jest kibel?
- Tu obok.
- Dziękuję.
 
Popatrzyłem z rozmarzeniem na papierosa którego paliła
- mnie Pani?
- Proszę.
- Dziękuję.
Zapaliłem fajka i usiadłem obok na koszu z brudnymi pościelami. Dobrze, że tyle tych drzwi nic tu nie słychać z korytarza.
- Ciężko tu wytrzymać.Powiem Pani, że gdyby nie rodzina chyba bym uciekł.
- Niech pan nie narzeka ja tu przychodzę od czterech lat i ochłapy dostaje. Pensja taka, że do kina wyjść ciężko. - uśmiechnęła się.
- Słyszałem, że można sobie dorobić. - mówię, myśląc o swoim wymyślonym ogłoszeniu.
 
Od anielicy dowiaduję się, że takie ogłoszenie wisi ale nie w jakimś tam wychodku oddziałowym. Ono wisi przy wejściu do szpitala a procentowo zaokrąglili je do 30 procent co jak się później dowiedziałem stanowi roczny dochód pomniejszego anioła. Dało mi to dodatkowego kopa. Przy takiej determinacji dojdzie do tego, że przyjdzie wreszcie anioł desperat i będzie się starał siłą wydusić ze mnie nazwisko. Zgasiłem papierosa i zanim mój wielce zorientowany aniołek skończył palić wyszedłem do kibla i oknem na podwórko.
 
Późna pora i brak letnich studentów sprawił, że ulice były puste. Do przejścia miałem kilkaset metrów aby znaleźć się na barce. Dotarłem tam zmęczony biegiem i szczęśliwy oparłem się o dźwig, podnośnik, sam nie wiem o co ale było spokojnie, cicho i bez aniołów więc nie narzekałem.
Może jajecznica nie była tak dobra jak ją Darek zachwalał a może po prostu się obraził. Fakt pozostaje faktem, że zmył się szybciej niż niskobudżetowa reklama w telewizji. Jolka poszła na miasto coś pozałatwiać a ja zdecydowałem, że nie będę o nic pytać. Widocznie był to tylko jeden poranek. Widocznie nie było mi dane pomilczeć przy kimś. Było mi natomiast dane siedzieć i milczeć samemu.
 
Siedziałem i opalałem twarz. Myśli naciskały na wnętrzności. Wątroba odezwała się pierwsza. Od zawsze mam zadziwiające powiązanie między myślami i wnętrznościami. Zdenerwowanie objawia się kręcącymi kiszkami i przyśpieszonym biciem serca. Tętni wtedy tam jak tam tam na świętej wojnie Masajów z Pigmejami. Nie mam wątpliwości kto zwycięży. Zwycięstwo jest zawsze po stronie wnętrzności i prowadzi przy nasilających się atakach prostą drogą do szpitala. Całe szczęście, że szpital nie daleko - pomyślałem i ...spłynąłem.
 
Wokół nic i po chwili jest łóżko. Obdrapany z białej farby mebel na którym leży sprana setnym czyszczeniem pościel. Pościel pod którą leżało stu ludzi. Pościel pod którą leżały stare kobiety, młode kobiety, starzy mężczyźni i ci przed którymi życie dopiero co otworzyło drzwi. Ciekawe ilu z tej setki zmarło pod tą pościelą. Ciekawe ile płaczących nocy otulała zanim trafiła na mnie. Leżałem i patrzyłem w ogromne połacie przeszłych pokoleń po których odziedziczyłem ten kawałek materiału. Stałem się chwilowym właścicielem jednego z najciekawszych przedmiotów jakie posiada ten szpital. Nie ma w szpitalu miejsca gdzie człowiek może poczuć chwilę wolności. Zniewolony chowa się w jedyne znane mu z domu miejsce w łóżko. Przykrywa kołdrą i śni, śpi, płacze, zamyka po raz ostatni oczy.
 
Leżąc starałem się o tym właśnie myśleć. Spychałem w kącik głowy myśli o Annie. Przecież było nam ze sobą dobrze. Przecież... Dość!!! Czułem powracający taniec wnętrzności.
 
Spowodowałem swoim mizernym ciałem dziwny zamęt w pokoju. Jak przez muślinową firankę zobaczyłem białe anioły biegające wokół łóżka na którym leżałem. Coś głośno pikało. Stawałem się coraz spokojniejszy i nawet zacząłem się uśmiechać.
- Pijany?
- za dużo wypił i serce nie dało rady.
- Proszę pana proszę pan!!!
znów kobyła zadawna, niepublikowana
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Tutaj kupisz ciekawe fototapety do kuchni od Agaton Studio które można umieścić między wiszącymi szafkami i blatem roboczym. Fototapety dopasowywane do indywidualnych wymiarów.